74. Pod prąd…

     To, o czym dziś napiszę „siedzi” we mnie już od jakiegoś czasu, ale ciągle miałam obiekcje czy o tym napisać. Po rozmowach z mamami będących w podobnej sytuacji jak ja, stwierdziłam, że jednak trzeba. Mimo, że temat niewygodny i często zamiatany pod dywan – myślę, że warto, by wreszcie wybrzmiał.

     Kiedy okazało się, że nasza Hania jest chora i niepełnosprawna jedna z moich znajomych (również mama dziecka z niepełnosprawnością) powiedziała: „zobaczysz jak za chwilę przetasują się Twoi znajomi i jak wiele osób się od Was odsunie”.  Zastanowiło mnie to bardzo i trochę zasmuciło.  Wiedziałam, że często tak się dzieje, że generalnie ludzie wolą otaczać się radosnymi i kolorowymi rzeczami/wydarzeniami zamiast dopuszczać do siebie fakt, iż życie wcale takie różowiutkie nie jest (bynajmniej nie dla wszystkich). To prawda, że bardzo trudno jest towarzyszyć komuś w trudnych, dramatycznych chwilach, że nie wiadomo co powiedzieć – czy pocieszać czy raczej realnie spojrzeć na drastyczne fakty… Nie wiadomo jak podejść do samego dziecka – czy w ogóle zniesiemy widok chorego na nieuleczalną chorobę, bezbronnego malucha, czy mu w jakiś sposób nie zaszkodzimy, a może tez się czymś zarazimy? Hmmm, pewnie mama opiekująca się takim dzieckiem jest bardzo zajęta, bo to opieka 24 godziny na dobę, specjalistyczne zajęcia, wizyty u lekarzy… Tak, tak, lepiej będzie nie wchodzić im w drogę i z bezpiecznej perspektywy (np. przez FB) obserwować jak świetnie sobie bez nas radzą, nie zapominając o „lajkach” oczywiście… W ten sposób „rozgrzeszamy się” przed samymi sobą, zagłuszając ewentualne wyrzuty sumienia i usprawiedliwiając swoje odejście od ludzi będących w trudnych sytuacjach. Oczywiście, że sobie poradzą, nie mają wyjścia – muszą walczyć o swoje dzieci, a często również o wiele innych spraw (w tym o siebie samych), ale to, że nagle ukradkiem odchodzą bliżsi lub dalsi znajomi jest jednak bolesne. Ja też doświadczyłam tego uczucia przykrości, smutku, zawodu… Zawsze pracowałam z ludźmi i dla ludzi, byłam blisko ich spraw, chętnie pomagałam, angażowałam się w różna akcje. Teraz, gdy jestem „po tej drugiej stronie” niestety czuję się opuszczona przez wielu z nich. Czuję żal i rozczarowanie ich postawą. Szkoda, że słowa mojej znajomej, które przytoczyłam na początku, sprawdziły się.

    Oczywiście są osoby, które mimo naszej trudnej i niewygodnej sytuacji nieustannie przy nas trwają, dzwonią, odwiedzają nas, pomagają na różne sposoby w opiece nad Hanią i chłopakami – za co jestem bardzo, bardzo wdzięczna. Dzięki tej grupie dobrych ludzi udaje mi się pokonywać kolejne trudności i iść pod rękę z niepełnosprawnością mojej Haneczki.  Słowa, postawa, czyny tych osób – pchają mnie do przodu, nie pozwalają się poddać, dają energię do działania. Z nimi mogę marzyć o przyszłości. Cieszę się, że się nie wystraszyli, że ich mam 🙂

Reklamy

2 myśli na temat “74. Pod prąd…

  1. Pamiętaj kochana, że najmocniejsze i najbardziej wartościowe są jednak te przyjaźnie które trwają bez względu na wszelkie okoliczności, czas i miejsce… Szkoda żalu i czasu na coś nietrwałego i płytkiego. Trzymajcie się cieplutko i wciąż zapraszamy w stare strony. Dla mnie jesteście bohaterami. Buziaki

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s