73. Atrakcje…

   Choroba Hani sprawia, że nasze życie jest inne niż większości rodzin. Jest pełne niespodzianek, ale takich, na które nie czeka się z wypiekami na twarzy. Jedną z takich niespodzianek SMA zafundowało nam w ubiegły weekend. Pojechaliśmy do Wrocławia odebrać Hanusi włoski gorset, a przy tej okazji postanowiliśmy trochę pozwiedzać to przecudne miasto. Ledwie zdążyliśmy przyjechać do Wrocławia i w biegu rozejrzeć się po Starym Rynku, a już wieczorem okazało się, że Hania ma potężny katar. Potężny czyli taki, który zalewał jej drogi oddechowe  do tego stopnia, że w ogóle nie mogła spać ani oddychać. Saturacja (procent natlenienia krwi) spadła do niebezpiecznej granicy, gdzie za chwilę mogła nastąpić niewydolność oddechowa. To była długa i bardzo ciężka noc – Hania walczyła o swobodny oddech, a my cały czas odsysaliśmy wydzielinę, udrażnialiśmy jej drogi oddechowe na wszelkie znane nam sposoby, monitorowaliśmy parametry… Po całonocnej walce okazało się, że katar w bardzo dużej części ustąpił, a w jego miejsce  pojawiła się gorączka.  No cóż, wypiliśmy poranną kawę z nadzieją, że  pozwoli nam zapomnieć, że prawie wcale nie spaliśmy  i rozpoczęliśmy kolejną rundę walki z infekcją. Gorączkę udało się nam opanować, katar również.  Z lekką ulgą pojechaliśmy do pracowni dopasować i odebrać Hanusi gorset w motylki (to dopasowywanie, docinanie… zajęło nam 5 godzin…) i w międzyczasie okazało się, że gorączka wraca i tym razem nie da się tak szybko zbić. Hania przestała jeść i pić, ciągle posypiała i widać było, że czuje się kiepsko. Zaczęliśmy się obawiać, że infekcja się rozkręci w zawrotnym tempie a wtedy możliwe, że wylądujemy gdzieś na pediatrii we wrocławskim szpitalu. Spakowaliśmy się dosłownie w kilka minut i popędziliśmy do Warszawy. Droga okazała się dla nas prawdziwym wyzwaniem. Hani bardzo się pogorszyło – temperatura ponad 40 stopni, puls – ok. 200 uderzeń na minutę. Modliliśmy się tylko, by nie było korków i jednocześnie zastanawialiśmy się czy jechać prosto na izbę przyjęć do CZD czy może uda się nam uratować Hanię „domowymi sposobami”. Walcząc z gorączką udało się nam dojechać do domu, natychmiast podaliśmy Hani antybiotyk, uruchomiliśmy wszystkie dostępne „maszyny” (koflator, ssak, respirator…), strzykawką po kropli podawaliśmy jej wodę, schładzaliśmy ciałko… Szaleństwo… Na szczęście już po kilkudziesięciu minutach widzieliśmy poprawę, co oznaczało, że udało się nam. Ufff, zdążyliśmy.

    Teraz w domu walczymy z kaszlem i resztką kataru, po kontroli lekarskiej wiemy, że Hanusia jest osłuchowo „czysta”, a nasze działania były (i są) prawidłowe. Wreszcie trochę śpimy (z przerwami, ale jednak śpimy). Hania jest w coraz lepszej formie, zaczęła jeść i ma energię do zabawy 🙂

     Nienawidzę niespodzianek.

Reklamy

Jedna myśl na temat “73. Atrakcje…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s